Quid leges sine moribus vanae proficiunt?

(Co warte puste prawa bez obyczajów?)

Horacy, Carmina III, 29

BLOG

Syndrom alienacji rodzicielskiej (Syndrom Gardnera). Fakty i mity

26-09-2024 Autor posta:

Definicja. Syndrom alienacji rodzicielskiej (PAS – Parental Alienation Syndrome), czyli tzw. „Syndrom Gardnera”, to zjawisko, które zostało po raz pierwszy zdefiniowane i opisane przez amerykańskiego psychiatrę Richarda A. Gardnera w 1985 r. (R. Gardner, Recent Trends in Divorce and Custody Litigation) Dotyczy on sytuacji, w której jedno z rodziców, zwykle podczas rozwodu lub separacji, manipulując dzieckiem, prowadzi do odrzucenia przez nie drugiego rodzica. Gardner twierdził, że takie działanie jest szkodliwe dla psychiki dziecka i może prowadzić do długotrwałych problemów emocjonalnych. Ambicją Gardnera było stworzenie narzędzia, które miało stanowić obiektywny test, służący do oceny prawdziwości oskarżeń o wykorzystanie seksualnego dziecka przez drugiego z rodziców, tzw. Skalę Prawdziwości Wykorzystywania Seksualnego (and. Sex Abuse Legitimacy Scale – SALS).

 

Objawy. Gardner wymieniał następujące objawy zdefiniowanego przez siebie syndromu:

– „nienawiść” do drugoplanowego rodzica (przy czym Gardner wyraźnie umieszcza to słowo w cytacie, gdyż wyczuwalna jest również miłość);

– absurdalne uzasadnienie oskarżeń i zarzutów kierowanych do tego rodzica;

– ślepota dziecka na własne szkody, będące skutkiem tej „nienawiści”;

– przenoszenie wrogości do drugiego rodzica na członków jego rodziny;

– brak „ambiwalencji”, tj. drugoplanowy rodzic jest tylko „zły”, a pierwszoplanowy tylko „dobry”;

– subiektywne przekonanie dziecka, że są to jego własne opinie i przekonania;

– brak poczucia winy i empatii wobec uczuć drugiego rodzica;

– dziecko powtarza te same argumenty, a nawet używa tych samych słów, co rodzic pierwszoplanowy.

 

Autor przytacza ponadto, jako symptomatyczny, następujący dialog z badanym dzieckiem:

– Zatem chcesz, żeby twój ojciec w dalszym ciągu płacił za całe twoje jedzenie, ubrania, edukację, nawet prywatne liceum czy studia, a ty wciąż nie chcesz go w ogóle widzieć. Zgadza się?

– Zgadza się. On nie zasługuje na to, żeby się ze mną widzieć. On jest podły i płacenie tych wszystkich pieniędzy jest dobrą karą dla niego.

 

Gardner, pisząc z perspektywy lat 80., w dalszej kolejności próbuje przekonać czytelnika o prawdziwości tego obrazu, sądząc, że może się to komuś wydawać przesadnie „karykaturalne”, a przez to taki dialog zmyślony. Tymczasem ubocznie należy zauważyć, że dziś jest to większościowa postawa uprawnionych do alimentów, o czym słyszę w szczerych rozmowach z klientami na etapie przygotowywania pozwów tego rodzaju.

 

Wreszcie, jako ostatnią cechę, Gardner wskazuje brak współwystępowania objawów zespołu stresu pourazowego (PTSD), co ma jednocześnie służyć jako argument, że pomimo takiej niechęci dziecka, to nie doszło (lub nie musiało dojść) do rzeczywistego wykorzystywania seksualnego bądź przemocy fizycznej lub psychicznej.

 

Skutki. Zespół alienacji rodzicielskiej, zdaniem Gardnera, może występować w trzech formach: łagodnej, umiarkowanej i silnej. W formie łagodnej dzieci biorą udział w spotkaniach z drugoplanowym rodzicem, ale są wobec niego niechętne. Objawy umiarkowane polegają na tym, że dziecko otwarcie okazuje brak szacunku wobec drugiego rodzica, stara się zdezorganizować spotkania oraz regularnie oczernia tego rodzica. Z kolei silne objawy syndromu Gardnera mogą przybierać nawet fizyczne formy agresji wobec drugoplanowego opiekuna; wrogość przybiera poziom paranoidalny, występują urojenia prześladowcze, obawy, że mogą zostać przez tego rodzica „zamordowane”; może to przybrać formę „udzielonej psychozy”, „szaleństwa dwojga” (folie a deux). Znany jest mi również z praktyki przypadek dziecka, oskarżającego rodzica drugoplanowego o molestowanie seksualne i liczne gwałty, co nie znajdowało jednak jakiegokolwiek potwierdzenia w badaniach ginekologicznych oraz psychologicznych.

 

Kontrowersje. Sam fakt istnienia syndromu Gardnera jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów na gruncie sądowych spraw rodzinnych. Problematyka ta jest przy tym uwikłana w spory polityczno-społeczne, pomiędzy zwolennikami (szeroko pojęte ruchy praw ojców) oraz przeciwnikami (głównie kobiece środowiska feministyczne) tej teorii.

 

Przede wszystkim należy zaznaczyć, że sam syndrom Gardnera nie jest oficjalnie uznawany przez większość społeczności naukowej ani wpisany do klasyfikacji chorób takich jak DSM-5 (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders) czy ICD-11 (International Classification of Diseases). Nie oznacza to jednak, że nie powinien zostać wpisany lub że nie zostanie wpisany. Przecież, jak pisał Szekspir: Czymże jest nazwa? To, co zowiem różą, pod inną nazwą równie by pachniało”. Argumentuje się jednak również, że teoria ta, traktowana jako syndrom, nie spełnia standardów naukowych wymaganych do uznania za jednostkę chorobową. Wielu psychologów uważa, że Gardner nie dostarczył wystarczających dowodów empirycznych na poparcie swojej teorii, a sama koncepcja jest bardziej subiektywną obserwacją niż naukowo udokumentowaną diagnozą. Większość dowodów przedstawionych przez Gardnera opierała się na anegdotycznych przypadkach. Sprawie nie pomagał również publicystyczny styl pisania przez Gardnera oraz opinia osoby znanej z niekonwencjonalnych i kontrowersyjnych poglądów na temat nadużyć seksualnych.

 

O co toczy się gra? Statystycznie, około 70-80% kobiet otrzymuje opiekę nad dziećmi po rozwodzie lub separacji w Polsce. W konsekwencji, syndrom Gardnera zazwyczaj traktuje o relacjach pomiędzy dzieckiem a rodzicem drugoplanowym, którym statystycznie jest ojciec. To generuje sprzeczność w budowaniu narracji pomiędzy statystycznymi matkami, a statystycznymi ojcami, co przekłada się już na zagadnienie polityczno-społeczne. Krytycy tej teorii podnoszą, że konstrukcja syndromu Gardnera może być zbyt wygodnym wytłumaczeniem dla realnie istniejących problemów, gdyż niechęć dziecka do rodzica drugoplanowego ma zawsze być czymś uzasadniona i nie została zmyślona. Przedstawiają w ten sposób obawy, że teoria ta może pozwolić przykryć problem przemocy domowej lub nawet pedofilii. Z drugiej zaś strony, zwolennicy tej koncepcji wskazują na łatwość i powtarzalność bezpodstawnych oskarżeń o molestowanie seksualne i że nawet zeznania ofiary, czyli dziecka, nie mogą być w tym zakresie wymierne, co ma mieć potencjalnie oparcie w naukowej teorii.

 

Podsumowanie. Fakty i mity.

Tzw. „syndrom Gardnera” budzi kontrowersje do dziś, ale 40 lat dyskusji naukowej wśród psychiatrów i psychologów oraz dorobek orzeczniczy polskich sądów pozwala już na wypracowanie pewnych konkluzji i rozwianie pewnych mitów.

1) Syndrom Gardnera to zaburzenie, choroba psychicznamit. Nie został on oficjalnie uznany i do dziś nie został wpisany na listę DSM-5 lub ICD.

2) Syndrom Gardnera jest naukowo potwierdzony – mit. Istnieją zasadnicze wątpliwości co do przyjętej przez Gardnera metodologii (przykłady anegdotyczne) i brak wystarczających dowodów empirycznych.

3) Syndrom Gardnera opisuje zauważalne z praktyki zjawisko alienacji rodzicielskiej – fakt. W tym znaczeniu, że występują w praktyce przypadki, gdy jedno z rodziców stosuje strategię, mającą na celu zniechęcenie dziecka do drugiego rodzica. Może ona występować nawet bez winy któregokolwiek z rodziców, tj. że dziecko, starając się przypodobać pierwszoplanowemu opiekunowi, z własnej inicjatywy będzie przejawiało takową niechęć.

4) Syndrom Gardnera dotyczy relacji dzieci z ojcami – mit. Zjawisko alienacji rodzicielskiej jest niezależne od płci.

5) Każde odrzucenie jednego z rodziców przez dziecko to syndrom Gardnera – mit. Niechęć dziecka do drugoplanowego rodzica może mieć swoje uzasadnione podstawy w jego niewłaściwym postępowaniu (np. znęcanie, molestowanie seksualne, brak umiejętności rodzicielskich).

6) Zdarzają się przypadki, gdy dziecko bezpodstawnie oskarża drugoplanowego rodzica o molestowanie seksualne – fakt. O ile samo molestowanie seksualne jest trudne do zweryfikowania dowodowo (często jedynie poprzez ocenę wiarygodności świadków), tak zarzuty o liczne gwałty na dziecku płci żeńskiej można zweryfikować lekarskimi badaniami ginekologicznymi. Wówczas można uzyskać przekonywający dowód, że dziecko kłamie. Taka sytuacja, w powiązaniu z całokształtem postępowania rodzica pierwszoplanowego, może być wiarygodnie wytłumaczona poprzez koncepcję syndromu Gardnera, czyli zespołu alienacji rodzicielskiej.

7) Syndrom Gardnera jest powszechnie akceptowany w polskich sądach – mit. Sądy podchodzą bardzo wstrzemięźliwie do tego zagadnienia, ale też nie istnieje taka konieczność, żeby musiały w uzasadnieniu przesądzać o tym naukowym zagadnieniu. Bardziej weryfikowalne jest samo zjawisko alienacji rodzicielskiej, tj. sytuacja, w której dziecko jest niechętne wobec rodzica drugoplanowego na skutek manipulacji pierwszoplanowego rodzica. Informacje co do tego sąd może powziąć na podstawie przesłuchania stron, wysłuchania małoletniego i przede wszystkim na podstawie opinii Okręgowego Zespołu Sądowych Specjalistów (OZSS), czyli psychologów.

Podsumowując, alienacja rodzicielska, chociaż jest realnym zjawiskiem, które może wyrządzać poważne szkody w relacjach rodzinnych, nie jest tym samym, co formalnie uznany syndrom psychologiczny, jakim miał być Syndrom Gardnera (Syndrom alienacji rodzicielskiej). Pomimo że teorie Gardnera były kontrowersyjne i nie znalazły szerokiego uznania w społeczności naukowej, zjawisko alienacji rodzicielskiej jest rzeczywiste i nadal budzi zainteresowanie w badaniach i praktyce psychologicznej oraz prawnej.

 

Bibliografia:

1) I. Namysłowska, J. Heitzman, A. Siewierska, Zespół Gardnera – zespół oddzielenia od drugoplanowego opiekuna (PAS). Rozpoznanie czy rzeczywistość rodzinna?, w: Psychiatria Polska 2009, tom XLIII, numer 1, strony 5-17;

2) Richard A. Gardner, Recent trends in divorce and custody litigation. Acad. Forum1985; 29 (2): 3–7; źródło: http://fact.on.ca/Info/pas/gardnr85.pdf

3) Richard A. Gardner, The parental alienation syndrome and the differentiation between fabricated and genuine child sex abuse, Cresskill, N.J. : Creative Therapeutics, 1987; źródło: https://archive.org/details/parentalalienati00gard/mode/2up

4) W. Bernet, A. Baker, Parental alienation, DSM-5, and ICD-11: response to critics; źródło: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/23503183/

Charakter wadliwości czynności prawnej w kredytach CHF

16-09-2024 Autor posta:

W ostatnich latach problematyka klauzul niedozwolonych w umowach konsumenckich stanowi jeden z kluczowych tematów w debacie prawniczej. W kontekście ochrony konsumentów, szczególną uwagę przyciąga tzw. sankcja bezskuteczności zawieszonej, której charakter i konsekwencje były przedmiotem licznych orzeczeń Sądu Najwyższego oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2021 r. (III CZP 6/21) wprowadziła nowe spojrzenie na ten temat, podkreślając, że sankcja ta stanowi specyficzne narzędzie ochrony interesów konsumenta. Jakie są główne założenia tej instytucji i w jaki sposób różni się ona od tradycyjnych form nieważności umów?

 

Sankcja bezskuteczności zawieszonej. Dominujące stanowisko wyrażone w przedmiotowej uchwale Sądu Najwyższego mówi, iż skutkiem klauzul niedozwolonych dla czynności prawnej jest sankcja bezskuteczności zawieszonej. Umowa jest od początku (ab initio), z mocy samego prawa (ex lege), dotknięta bezskutecznością na korzyść konsumenta, który może ją jednak konwalidować ze skutkiem wstecznym (ex tunc):

 

Niewątpliwie stwierdzenie, że klauzula abuzywna nie wywołuje skutków od początku (ab initio) i z mocy samego prawa (ipso iure), co sąd ma obowiązek wziąć pod uwagę z urzędu na podstawie poczynionych w postępowaniu ustaleń faktycznych, odpowiada cechom sankcji tzw. nieważności bezwzględnej (co do tych cech por. np. uchwała Sądu Najwyższego z dnia 17 czerwca 2005 r., III CZP 26/05, OSNC 2006, nr 4, poz. 63 oraz wyroki Sądu Najwyższego z dnia 12 marca 2002 r., IV CKN 827/00, niepubl., z dnia 13 lutego 2004 r., II CK 438/02, OSP 2006, z. 5, poz. 53, z dnia 3 listopada 2010 r., V CSK 142/10, niepubl. i z dnia 22 stycznia 2014 r., III CSK 55/13, niepubl.). Tym niemniej prostemu odwołaniu do tej sankcji stoi na przeszkodzie przyjmowana w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej reguła, że konsument świadomy niedozwolonego charakteru postanowienia może sprzeciwić się odmowie jego zastosowania, udzielając wolnej zgody na to postanowienie, co może nastąpić zarówno przed sądem, po udzieleniu konsumentowi wyczerpującej informacji o konsekwencjach prawnych, jakie może pociągnąć za sobą usunięcie niedozwolonego postanowienia, jak i pozasądowo, przez świadomą i wolną zgodę na odnowienie zobowiązania albo zmianę umowy (niedozwolonego postanowienia). W krajowym zaś orzecznictwie i doktrynie zazwyczaj uznaje się, że jedną z cech tzw. nieważności bezwzględnej jest jej definitywny charakter (por. np. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 12 marca 2002 r., IV CKN 827/00, z dnia 13 lutego 2004 r., II CK 438/02, z dnia 19 października 2007 r., I CSK 259/07, niepubl. i z dnia 24 kwietnia 2013 r., IV CSK 600/12, OSNC-ZD 2014, z. B, poz. 26). Ponadto przyznanie konsumentowi kompetencji do jednostronnego, sanującego wyrażenia zgody na klauzulę abuzywną, nie pozwala przyjąć, że na nieskuteczność tej klauzuli może się w równej mierze powołać każda ze stron umowy – podobnie jak każda osoba trzecia, mająca w tym interes prawny – a tak tradycyjnie charakteryzuje się nieważność (por. np. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 12 marca 2002 r., IV CKN 827/00 i z dnia 13 lutego 2004 r., II CK 438/02). Możliwość sanowania nieskutecznego postanowienia następczym, jednostronnym wyrażeniem zgody na związanie tym postanowieniem, będącej niejako substytutem pierwotnego braku rzeczywistej zgody na to postanowienie (indywidualnych negocjacji), przywodzi natomiast na myśl tzw. sankcję bezskuteczność zawieszonej, która – odnoszona do umowy jako takiej – polega na tym, że dotknięta nią umowa (tzw. czynność kulejąca albo niezupełna) nie wywołuje zamierzonych skutków (z mocy samego prawa, od początku, co sąd powinien uwzględnić z urzędu), w szczególności nie rodzi obowiązku spełnienia uzgodnionych świadczeń, lecz, w odróżnieniu od umowy nieważnej, może skutki te następczo wywołać z mocą wsteczną w razie złożenia sanującego oświadczenia woli (jednej ze stron albo osoby trzeciej), a w razie odmowy jego złożenia albo upływu czasu na jego złożenie – staje się definitywnie bezskuteczna, czyli nieważna (por. np. uchwały Sądu Najwyższego z dnia 5 marca 1981 r., III CZP 1/81, OSNCP 1981, nr 8, poz. 145, z dnia 12 października 2001 r., III CZP 55/01, OSNC 2002 nr 7-8, poz. 87 i z dnia 26 marca 2002 r., III CZP 15/02, OSNC 2003, nr 1, poz. 6 oraz wyroki Sądu Najwyższego z dnia 25 kwietnia 1995 r., I CRN 48/95, OSNC 1995, nr 10, poz. 147, z dnia 13 czerwca 1997 r., I CKN 188/97, niepubl., z dnia 13 maja 1998 r., III CKN 482/97, niepubl., z dnia 28 marca 2007 r., II CSK 530/06, niepubl., z dnia 13 kwietnia 2007 r., III CSK 416/06, niepubl., z dnia 7 października 2010 r., IV CSK 95/10, niepubl. i z dnia 12 października 2018 r., V CSK 469/17, niepubl.). Bezskuteczność zawieszona różni się od nieważności także tym, że oświadczenia woli stron zachowują w okresie zawieszenia swą moc prawną, tj. mogą być podstawą powstania skutków prawnych w przyszłości, a przynajmniej jedna ze stron, które złożyły swe oświadczenia woli, traci możliwość samodzielnego decydowania o tym, czy skutki te powstaną, nie może swobodnie odwołać swego oświadczenia woli i w tym sensie, pozostając w stanie niepewności, jest nim „związana” (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 12 października 2018 r., V CSK 469/17).

 

W piśmiennictwie obok koncepcji sankcji bezskuteczności zawieszonej (R. Trzaskowski, Skutki sprzeczności umów, rozdz. 5, pkt B, ppkt 4, lit. A; M. Bednarek, w: System PrPryw, t. 5, 2013, s. 771–772; W. Popiołek, w: Pietrzykowski, Komentarz KC, t. I, 2018, art. 385(1)) pojawia się również koncepcja nieważności (M. Skory, Klauzule abuzywne, rozdz. 2, pkt 3) bądź nieważności względnej (wyr. SA w Warszawie z 18.11.2013 r., VI ACa 699/13).

 

Sankcja niezwiązania klauzulą abuzywną. Jednakże najbardziej przekonywające stanowisko przedstawił J. Pisuliński (J. Pisuliński, Sankcja zamieszczenia w umowie niedozwolonego postanowienia w świetle dyrektywy 93/13/EWG i orzecznictwa TSUE, s. 91-108, w: [red.] M. Romanowski, Życie umowy konsumenckiej po uznaniu jej postanowienia za nieuczciwe na tle orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, wyd. C. H. Beck, Warszawa, 2017), argumentując, że mamy do czynienia z nową, dotąd niewyróżnianą formą wadliwości czynności prawnych, stanowiącą specyficzną sankcję prawa konsumenckiego. Dokonał on w pierwszej kolejności wykładni historycznej, wskazując, że: Dopiero w drugiej wersji poprawionego projektu dyrektywy 93/13/EWG w zmienionym art. 6 ust. 1 projektu pojawiło się sformułowanie o niezwiązaniu konsumenta niedozwolonym postanowieniem umownym [„unfair terms (…) shall (…) not bind the consumer”] zamiast wcześniejszego zwrotu, że postanowienie takie jest nieważne [„unfair terms (…) shall be void”]. Oznacza to świadomą decyzję prawodawcy co do użycia sformułowania „niezwiązania konsumenta” (a więc jednej tylko strony stosunku prawnego) zamiast „nieważne”, które miałoby charakter obiektywny.

 

Ponadto nie można pominąć istotnych różnic pomiędzy „klasyczną” sankcją bezskuteczności (np. w art. 18 par. 3 k.c. lub art. 63 k.c.) a sankcją z art. 385(1) k.c. W pierwszym przypadku dotyczy ona czynności prawnych kulejących (negotium claudicans), które dla swej skuteczności i ważności wymagają potwierdzenia, zgody przez osobę uprawnioną. Natomiast na gruncie art. 385(1) k.c. nie chodzi o potwierdzenie skutków dokonanej czynności prawnej, ale o oświadczenie woli wyłączające zastosowanie sankcji niezwiązania klauzulą niedozwoloną.

 

W dodatku nie chodzi o oświadczenie woli, które „automatycznie” dotyka całej czynności prawnej (tak jak w przypadku zgody na czynność prawną kulejącą), ale jedynie konkretnych postanowień niedozwolonych. Na gruncie sankcji niezwiązania klauzulą abuzywną strony są związane umową w pozostałym zakresie (art. 385(1) par. 2 k.c. in fine), co stanowi implementację art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG (umowa w pozostałej części będzie nadal obowiązywała strony, jeżeli jest to możliwe po wyłączeniu z niej nieuczciwych warunków).

 

Sankcja bezskuteczności zawieszonej oraz sankcja niezwiązania klauzulą abuzywną to dwie różne interpretacje tego samego mechanizmu ochrony konsumenta. Obie odnoszą się do sytuacji, w której niedozwolone postanowienie umowne nie wywołuje skutków prawnych wobec konsumenta, ale mogą być różnie ujmowane w doktrynie i orzecznictwie. Bez względu na nazewnictwo, istota tych sankcji pozostaje taka sama: konsument zyskuje narzędzie do eliminacji nieuczciwych zapisów, zachowując jednocześnie możliwość kontynuowania umowy w pozostałym zakresie. Przyszłe orzecznictwo i rozwój doktryny będą zapewne zmierzać do dalszego precyzowania tych pojęć, w celu wypracowania spójnych standardów stosowania tego rodzaju ochrony w prawie konsumenckim.

Taktyka i strategia w procesie sądowym. Szachowe analogie

07-09-2024 Autor posta:

Taktyka i strategia w procesie sądowym to kluczowe elementy, które decydują o sukcesie lub porażce w sprawie. Choć oba terminy są ze sobą związane, mają różne znaczenia i dotyczą różnych aspektów prowadzenia sprawy. Są przy tym zaniedbywanym zagadnieniem w nauce sztuki prawniczej.

 

Niegdyś zetknąłem się z opinią, że odkąd istnieje prekluzja w procesie (w mniejszym lub większym zakresie), to zastosowanie jakiejkolwiek taktyki jest niemożliwe. Opinia taka opiera się na założeniu, że taktyka może polegać tylko na zaskoczeniu przeciwnika lub sądu wnioskami dowodowymi bądź twierdzeniami prawnymi na ostatniej rozprawie lub w mowie końcowej. Nic bardziej mylnego. W zasadzie każdy pomysł na prowadzenie sprawy to element taktyki albo strategii. Motywy taktyczne są jednak stosowane zazwyczaj bezwiednie, na bazie intuicji, dotychczasowej rutyny, bez jakiejkolwiek podstawy metodologicznej. A stworzenie teorii w tym zakresie pozwoliłoby na rozpoznawanie schematów (tzw. „pattern recognition” w terminologii szachowej) i wzniesienie swoich umiejętności sądowych na wyższy poziom. Inne jest bowiem „prawo sędziowskie” od „prawa adwokackiego”. Sędzia w sprawie sądowej rozwiązuje kazus niczym profesor na uczelni, na podstawie zaofiarowanych twierdzeń, wniosków, zarzutów i dowodów. Ma to zrobić możliwie jak najbardziej precyzyjnie i sprawiedliwie. Adwokaci natomiast piszą ten kazus. Jeśli są kompetentni, to potrafią obliczyć (tak jak się oblicza warianty w szachach metodą Kotowa), że dany kazus-sprawę przegrają. Muszą więc stosownie do okoliczności przepisać ten kazus (sprawę) na nowo, ofiarowując odmienne wnioski czy dowody. I tu jest miejsce dla taktyki czy strategii.

 

Radziecki arcymistrz szachowy P. Romanowski tłumaczył różnice pomiędzy strategią a taktyką w ten sposób: „Trzeba rozróżniać konkretne strategiczne i taktyczne pomysły. Strategia – plan w całości. Taktyka – poszczególne operacje, prowadzące do zrealizowania planu. Jeżeli strategię przedstawimy obrazowo jako łańcuch, to taktycznymi pomysłami będą jego ogniwa. Taktyczne pomysły są sposobami wykonania idei strategicznych. Konkretny strategiczny pomysł jest generalnym zadaniem na danym etapie walki. Bazuje on na powstałej pozycyjnej sytuacji, wynika z niej i pozwala w ogólnych zarysach wyznaczyć sposób rozwiązania stojących zadań. Za strategiczny błąd trzeba uważać nieprawidłowe określenie celu, a także ruchy nieprzystające do wymyślonego planu. Taktycznym błędem jest pomyłka w obliczeniach, przeoczenie odpowiedzi przeciwnika, wszystko to, co utrudnia lub uniemożliwia wykonanie konkretnego strategicznego pomysłu” (P. Romanowski, „Gra środkowa. Część I. Plan”, s. 12).

 

W związku z tym, najbardziej rozpoznawalne motywy taktyczne w szachach to np. usunięcie obrońcy; odciągnięcie; zaciągnięcie; widły; związanie; atak z odsłony itd. Znane powiedzenie mówi, że „szachy to 99% taktyka”. Oczywiście jest ono przesadą, ale wyraża ono przekonanie, że początkujący szachiści powinni się skupić na rozwiązywaniu zadań taktycznych celem poprawienia sprawności liczenia wariantów oraz rozpoznawania ww. motywów w ułamku sekundy, bez konieczności obliczania wszelkich możliwości. Podstawy strategii szachowej początkujący również muszą znać, w szczególności takie motywy jak np. kontrola centrum, rozwój figur czy przewaga przestrzeni. Na średnim poziomie należy już jednak rozumieć takie motywy jak bezpieczeństwo króla; para gońców; słabe pola i pionki; słaba struktura pionów; wolny pionek; kontrolowanie otwartych kolumn lub diagonali.

 

Bezrefleksyjne podejście do sprawy sądowej skutkuje stwierdzeniami, że „prawo to w 99% znajomość przepisów, komentarzy i orzecznictwa”. A to przecież nawet nie jest taktyka. To, podtrzymując dotychczasowe analogie, jedynie znajomość zasad poruszania się figur. Motywami taktycznymi w sprawach sądowych będzie np. wybór jurysdykcji; wybór wniosków dowodowych (z uwzględnieniem ich adekwatności, bo nie sztuką jest przedstawianie w każdej sprawie prywatnej opinii biegłego, narażając klienta na koszty); kolejność wniosków dowodowych; sposób przesłuchiwania świadków i stron; sposób prezentowania argumentacji prawnej lub orzecznictwa Sądu Najwyższego (czyli dylemat: w piśmie procesowym? ustnie na rozprawie? w formie załącznika do protokołu rozprawy?) itd. Motywami strategicznymi mogą być decyzje typu: wybór podstawy prawnej roszczenia (np. rękojmia czy nienależyte wykonanie umowy); decyzja co do sposobu uregulowania własności nieruchomości (dział spadku vs zasiedzenie); decyzja co do przyznania się do ew. przyznania się do winy i dobrowolnego poddania się karze (celem jej obniżenia) albo walka o uniewinnienie (ze świadomością współczynnika procentowego uniewinnień w danego typu sprawach); decyzja co do negocjacji ugodowych lub mediacji; decyzja co do ewentualnej sądowej walki o dzieci (przy braku porozumienia) z uwzględnieniem problemów z de facto fikcyjnością egzekucji kontaktów czy z tzw. syndromem Gardnera (syndrom alienacji rodzicielskiej). Wybór planu strategicznego musi poprzedzać precyzyjne obliczenie wariantów z uwzględnieniem szeregu zmiennych. Bezmyślne rozpoczynanie przez prawnika procesu bez rozważenia strategicznych konsekwencji prawnych i życiowych, to niestety chciwość lub niekompetencja.

 

Podobnie jak w szachach, gdzie każda partia wymaga innego podejścia i analizy, w procesie sądowym nie istnieje uniwersalna metoda prowadzenia sprawy. Każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny, analizy dostępnych dowodów i twierdzeń oraz elastycznego dostosowywania strategii i taktyki do bieżącej sytuacji. Istnieje jednak potrzeba opracowania kompleksowej teorii taktyki i strategii w sprawach sądowych, celem pogłębienia rozumienia prawa i zwiększenia skuteczności profesjonalnego pełnomocnika. Jak widać, pomocne ku temu mogą być analogie ze świata szachów lub także teorii wojen, o czym zamierzam jeszcze pisać na niniejszym blogu.

Przesłuchanie świadka. Poradnik

27-08-2024 Autor posta:

Przesłuchanie świadka w toku procesu sądowego jest sztuką. Musisz wiedzieć, co robisz i dlaczego to robisz. Równie ważne przy tym jest, żeby wiedzieć, czego nie robić. Oto kilka porad, które mogą się okazać dla Ciebie przydatne.

 

1. Cel – protokół. Fundamentem jest zdefiniowanie Twojego celu. Nie jest nim świadek, sędzia czy strona postępowania. Jest nim protokół z rozprawy. Chcesz usłyszeć z ust świadka konkretne zdania, które mają zostać wpisane do protokołu. Sędzia pierwszej instancji, który będzie za kilka miesięcy decydował o rozstrzygnięciu, mając jednocześnie na biegu kilkaset spraw, nie będzie pamiętał w szczegółach, co powiedział Kowalski na rozprawie 26 sierpnia 2024 r. Analizując akta sprawy, będzie sięgał do protokołu. Wprawdzie rozprawy w ostatnim czasie są coraz częściej nagrywane i sędzia może następnie odtworzyć daną wypowiedź, ale to tylko w przypadku, gdyby pamiętał, że świadek Kowalski wypowiedział istotne słowa, których nie ma w pisemnym protokole. Jednakże odtwarzanie rozprawy w formie audio jest dużo bardziej czasochłonne, zajmuje kilka godzin, podczas gdy przeczytanie protokołu zaledwie kilka minut. Preferowana jest zatem praca na tekście pisanym.

 

2. Korekta protokołu. Podczas rozprawy, jeśli sporządzany jest protokół pisemny, zawiera on zazwyczaj większość wypowiedzi świadków. W przypadku protokołu audiowizualnego, sędzia zwykle dyktuje tylko kluczowe twierdzenia. Warto zwracać uwagę sądowi, aby uwzględnił istotne dla Twojej sprawy stwierdzenia. Sąd może jednak odmówić, mówiąc: „jest to nagrywane, więc nie ma potrzeby”. Reaguj odpowiednio do sytuacji – takie zwrócenie uwagi może pomóc sędziemu zapamiętać ważne szczegóły. Czasem konieczne jest bardziej stanowcze działanie, aby kluczowe stwierdzenia znalazły się w protokole.

 

3. „Adwokat zadaje tylko takie pytania, na które zna już wcześniej odpowiedź”. Musisz być na tyle przygotowany do rozprawy, że masz się orientować, co dany świadek może powiedzieć. Wynika to chociażby z tezy dowodowej zawartej przy wniosku dowodowym (strona wnioskująca o przeprowadzenie danego dowodu ma obowiązek oznaczenia, na jaką okoliczność). Nie przychodź na rozprawę po to, żeby dowiedzieć się czegoś o sprawie. Przychodzisz po to, żeby wyciągnąć od świadka wypowiedzenie na głos kilku kluczowych zdań, które mają być wpisane do protokołu.

 

4. „Się nie dopytuj, bo się dopytasz”. Podczas przesłuchania często kusi, żeby dowiedzieć się więcej i wzmocnić swoją pozycję. Jednak warto być ostrożnym i unikać nadmiernego dopytywania. Świadków dzielimy na „przyjaznych” (zawnioskowanych przez Ciebie) i „wrogich” (zawnioskowanych przez przeciwnika). Jeśli „wrogi” świadek mówi niewiele lub niejasno, lepiej zostawić to bez dodatkowych pytań. Dopytywanie ma sens tylko wtedy, gdy świadek precyzyjnie przedstawił swoją wersję – wtedy można spróbować wprowadzić pewne niejasności.

 

5. Formułowanie pytań. Powszechnie wiadomo, że nie należy zadawać pytań sugerujących odpowiedź, takich jak: „Czy zgadzasz się, że umowa została podpisana 15 czerwca?”, „Czy oskarżony miał na sobie niebieską kurtkę?”, „Zgadzasz się, że kierowca jechał za szybko?”. Jeśli strona przeciwna zadaje takie pytania, trzeba natychmiast zareagować, wnosząc o ich uchylenie. Choć nie ma jednoznacznej definicji „pytania sugerującego odpowiedź”, czasem granice mogą się zacierać. Zdarzyć się może, że nawet sąd zada takie pytanie i oczywistym jest, że przecież nie uchyli swojego pytania. Potrzeba wtedy wielkiego sprytu i doświadczenia na sali sądowej, żeby umieć na to zareagować. Natomiast samemu formułując pytania, unikając błędu pytania sugerującego odpowiedź, należy się też wystrzegać pytania sformułowanego w sposób zbyt ogólny. Grozi bowiem to tym, że świadek będzie odpowiadał nie na temat i nie uzyskamy od niego twierdzeń, które w naszym zamierzeniu miały trafić do protokołu. Pytania muszą być zatem maksymalnie zawężone tematycznie, krótkie, konkretne i precyzyjne.

 

6. Wrogie otoczenie. Na sali sądowej zawsze zakładaj, że otaczające Cię osoby mogą być wrogo nastawione. Ważne, abyś zachował spokój. Jeśli masz trudności z kontrolowaniem emocji, rozważ zlecenie sprawy profesjonaliście. Nie przychodzisz się kłócić, lecz wydobyć od świadka kluczowe stwierdzenia, najlepiej pod pozorem luźnego przesłuchania. Jeśli druga strona obraża Cię w sądzie, spróbuj poprosić o powtórzenie tych słów – może to wybić ją z rytmu. Inną strategią jest wniosek o zaprotokołowanie obraźliwych słów, co zdezorientuje przeciwnika i może wywołać u niego panikę, że potencjalnie gromadzisz przeciwko niemu materiał dowodowy do sprawy o znieważenie. Przygotuj się również na sytuacje, w których sędzia, z różnych powodów (np. zły dzień, brak sympatii), może być wobec Ciebie nieprzychylny. Może się to przejawiać w uchylaniu większości pytań, udzielaniu nieuzasadnionych reprymend, przerywaniu wypowiedzi czy kwestionowaniu kompetencji. W takich wypadkach również, pamiętając o interesie klienta, nie wolno reagować emocjonalnie. W scenariuszu optymistycznym najlepiej kontynuować swoją kwestię, jak gdyby się tej wrogości w ogóle nie dostrzegało i np. przejść w ułamku sekundy do kolejnego pytania, jak gdyby uchylenie pytania przez sąd było już przez ciebie wkalkulowane w scenariusz. Jeśli jednak pytanie jest zbyt ważne, by je pominąć i zostało zadane poprawnie, to należy wnieść zastrzeżenie do protokołu (art. 162 k.p.c.) na to, iż sąd niezasadnie uchylił pytanie, które w ten sposób zostanie odnotowane w protokole i będzie ewentualnie podstawą do apelacji (przy czym jest to dopuszczalna przez praktykę „droga na skróty”, gdyż formalnie powinno się najpierw zażądać wydania przez przewodniczącego składu orzekającego zarządzenia o uchyleniu pytania, by następnie na podstawie art. 226 k.p.c. wnieść odwołanie do tego samego sądu, które oczywiście będzie nieuwzględnione i dopiero wtedy wnieść zastrzeżenie do protokołu).

 

7.Szanuj ludzi. Unikaj taniego tryumfalizmu. Nie ma nic bardziej żenującego i zniechęcającego do Twojej sprawy, niż teatralne gesty, że świadek coś właśnie powiedział lub nie powiedział. „C’est pire qu’un crime, c’est une faute” („To gorsze niż zbrodnia, to błąd”, Antoine Boulay de la Meurthe). Nie chodzi bowiem tylko o kwestie etyczne czy estetyczne, ale również praktyczne. Sędzia w stosunku do obcych ludzi (a tak najczęściej będzie w przypadku spraw z Twoim udziałem), wykonując swoją pracę, będzie się liczył nie tylko z literą prawa, ale też z własnym poczuciem sprawiedliwości. Jeśli będziesz się jawił jako pieniacz lub osoba złośliwa, to zwyczajnie będzie trudno o sympatyzowanie z Twoją sprawą. Jeśli okazywanie szacunku wobec ludzi stanie się Twoją drugą naturą, to z czasem też będziesz kojarzony z walką o sprawy słuszne.

Czy umowa kredytu CHF bez niedozwolonych klauzul może nadal obowiązywać?

19-08-2024 Autor posta:

W ostatnich latach coraz częściej pojawia się pytanie, co się dzieje z umową, gdy jej postanowienia zostaną uznane za niedozwolone. Czy po ich usunięciu umowa wciąż może obowiązywać? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta i zależy od kilku czynników, które w szczególności wynikają z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) oraz polskiego Sądu Najwyższego.

 

Według TSUE, ocenę tego, czy umowa może funkcjonować po usunięciu nieuczciwych klauzul, należy przeprowadzać zgodnie z przepisami prawa krajowego, ale z uwzględnieniem zasad prawa unijnego (m.in. wyr. TSUE z dnia 26 stycznia 2017 r., C-421/14, Banco Primus; wyr. TSUE z dnia 14 marca 2019 r., C-118/17, Dunai; wyr. TSUE z dnia 3 października 2019 r., C-260/18, Dziubak). W tej kwestii pojawia się pytanie, czy sąd może wypełniać luki w umowie po wyeliminowaniu klauzul abuzywnych?

 

Czy Sąd może „uzupełnić” umowę?

   

Sądy nie mają prawa uzupełniać powstałych luk po usunięciu klauzul niedozwolonych, np. poprzez wprowadzenie nowych postanowień, które byłyby bardziej sprawiedliwe. Zarówno Sąd Najwyższy, jak i TSUE wskazują, że sądy nie mogą zastępować abuzywnych klauzul innymi, które odpowiadałyby zasadom słuszności. To wyraźnie wynika z orzecznictwa (wyroki SN: z 29 września 2021 r., sygn. I NSNc 333/21; z 1 września 2021 r., I NSNc 338/21; oraz wyroki TSUE: z 14 czerwca 2012 r.,C-618/10, Banco Espanol de Crédito SA v. Joaquín Calderón Camina; z 30 maja 2013 r., C-488/11, Dirk Frederik Asbeek Brusse, Katarina de Man Garabito v. Jahani BV; z 21 kwietnia 2016 r., C-377/14, Ernst Georg Radlinger, Helena Radlingerová v. Finway a.s.). Zasada ta jest zgodna z art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG, która nakłada na państwa członkowskie obowiązek ochrony konsumentów przed nieuczciwymi warunkami w umowach. Z tego wynika, że „sądowe” uzupełnianie umów naruszałoby cel dyrektywy, bo mogłoby prowadzić do sytuacji, w której przedsiębiorca nadal korzystałby z naruszeń, nawet po ich formalnym usunięciu.

 

Co z uzupełnianiem przepisami dyspozytywnymi?

 

W orzecznictwie TSUE poruszono kwestię, czy po wyeliminowaniu niedozwolonych zapisów w umowie, można je zastąpić przepisami dyspozytywnymi. Ostatecznie uznano, że jest to możliwe, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach – gdyby unieważnienie umowy mogło zaszkodzić konsumentowi. Głównym celem Dyrektywy 93/13/EWG jest bowiem przywrócenie równowagi między stronami (wyr. TSUE z dnia 30 kwietnia 2014 r., C-26/13, Kásler i Káslerné Rábai).

 

W piśmiennictwie wskazuje się (komentarz do art. 385(1) KC T. II red. Gutowski), że z metodologii opracowanej przez TSUE muszą wystąpić łącznie trzy przesłanki, aby można było w opisanej sytuacji uzupełnić lukę przepisem dyspozytywnym:

 

1) bez postanowienia niedozwolonego umowa nie może wiązać stron;

2) unieważnienie umowy skutkowałoby pokrzywdzeniem konsumenta;

3) istnieje odpowiedni przepis, którym by można było uzupełnić powstałą lukę (wyr. TSUE z dnia 30 kwietnia 2014 r., C-26/13, Kásler i Káslerné Rábai, pkt 80–85; wyr. TSUE z dnia 21 stycznia 2015 r., C-482/13, C-484/13, C-485/13 i C-487/13 Unicaja Banco i Caixabank, pkt 33; post. TSUE z dnia 11 czerwca 2015, C-602/13, Banco Bilbao Vizcaya Argentaria, pkt 38; wyr. TSUE z dnia 7 sierpnia 2018 r., C-96/16 i C-94/17, Banco Santander, pkt 74; wyr. TSUE z dnia 20 września 2018 r., C-51/17, OTP Bank i OTP Faktoring, pkt 60–61; wyr. TSUE z dnia 14 marca 2019 r., C-118/17, Dunai, pkt 54–55; wyr. TSUE z 26 marca 2019 r., C-70/17 i C-179/17, Abanca Corporación Bancaria, Bankia, pkt 56–58).

   

Kwestię niekorzystnych skutków dla konsumenta pozostawiono ocenie Sądu w danej sprawie (wyr. TSUE z 26.3.2019 r., C-70/17 i C-179/17, Abanca Corporación Bancaria, Bankia, pkt 61) przy czym Sąd powinien wziąć pod uwagę stanowisko i wolę konsumenta (wyr. TSUE z 3.10.2019 r., C-260/18, Dziubak, pkt 56). Sąd nie jest bowiem władny uznać upadek umowy za niekorzystny dla konsumenta, jeśli ten wszczyna proces ukierunkowany na podważenie ważności zawartej umowy (wyr. TSUE z dnia 14 marca 2019 r., C-118/17, Dunai, ECLI:EU:C:2019:207, pkt 24 i 55; wyr. TSUE z dnia 3 października 2019 r., C-260/18, Dziubak, pkt 55). Za typową okoliczność, którą TSUE uznał za niekorzystną dla konsumenta w razie unieważnienia umowy, jest ewentualna natychmiastowa wymagalność pozostałej, niespłaconej kwoty kredytu w przypadku, kiedy kredyt nie został jeszcze nadpłacony (wyr. TSUE z dnia 30 kwietnia 2014 r., C-26/13, Kásler i Káslerné Rábai, pkt 84).

 

Jeśli chodzi o odpowiedni przepis dyspozytywny, to musi być to konkretne rozwiązanie, a nie przepis odwołujący się do ogólnych zasad, jak np. art. 56 k.c. W przypadku umów frankowych, przepisem tym nie może być również art. 358 par. 2 k.c., który nie obowiązywał w momencie zawierania większości tych umów.

 

Stanowisko Sądu Najwyższego

 

Sąd Najwyższy zgadza się z TSUE, że uzupełnianie umów przepisami dyspozytywnymi powinno być wyjątkiem, mającym na celu ochronę konsumenta przed niekorzystnymi skutkami unieważnienia umowy (wyr. SN z dnia 8 września 2022 r., sygn. II CSKP 1094/22). Sąd wskazuje, że aby można było zastąpić abuzywne postanowienia, muszą być spełnione trzy warunki:

1) po wyłączeniu klauzuli abuzywnej umowa nie może obowiązywać, o czym decyduje obiektywne podejście w świetle prawa krajowego, z tym, że wola stron umowy nie ma znaczenia;

2) po drugie, całkowity upadek umowy naraża konsumenta na szczególnie niekorzystne konsekwencje, w świetle okoliczności istniejących lub możliwych do przewidzenia w chwili zaistnienia sporu, z uwzględnieniem rzeczywistych i bieżących interesów konsumenta oraz zastrzeżeniem, że do celów tej oceny decydująca jest wola w tym przedmiocie konsumenta;

3) istnieje przepis dyspozytywny albo przepis mający zastosowanie, gdy strony danej umowy wyrażą na to zgodę, który mógłby zastąpić wyłącznie niedozwolone postanowienie umowne, umożliwiając utrzymanie umowy z korzyścią dla konsumenta.

Sąd Najwyższy w swym orzecznictwie wyprowadza takie same wnioski jak to zostało opisane w powyższych judykatach TSUE. SN wskazuje bowiem, że uzupełnianie umów przepisem dyspozytywnym na gruncie obowiązującego prawa powinien być to wyjątek, służący wyłącznie interesowi konsumenta, w celu uchronienia go przed szczególnie niekorzystnymi skutkami mogącymi wynikać z tego, że umowa, po usunięciu z niej postanowień niedozwolonych, nie mogłaby dalej obowiązywać (wyr. SN z dnia 8 września 2022 r., sygn. II CSKP 1094/22). Natomiast m.in. w wyrokach: z dnia 18 kwietnia 2023 r., sygn. II CSKP 1511/22; z dnia 13 października 2023 r., sygn. I CSK 3281/23; z dnia 29 września 2023 r., sygn. I CSK 6813/22 ; z dnia 7 września 2023 r., sygn. I CSK 6332/22; z dnia 12 kwietnia 2023 r., sygn. II CSKP 1531/22 wskazał, że musi zaistnieć koniunkcja przesłanek celem zastąpienia postanowień niedozwolonych:

1) po wyłączeniu klauzuli abuzywnej umowa nie może obowiązywać, o czym decyduje obiektywne podejście w świetle prawa krajowego, z tym, że wola stron umowy nie ma znaczenia;

2) po drugie, całkowity upadek umowy naraża konsumenta na szczególnie niekorzystne konsekwencje, w świetle okoliczności istniejących lub możliwych do przewidzenia w chwili zaistnienia sporu, z uwzględnieniem rzeczywistych i bieżących interesów konsumenta oraz zastrzeżeniem, że do celów tej oceny decydująca jest wola w tym przedmiocie konsumenta;

3) istnieje przepis dyspozytywny albo przepis mający zastosowanie, gdy strony danej umowy wyrażą na to zgodę, który mógłby zastąpić wyłącznie niedozwolone postanowienie umowne, umożliwiając utrzymanie umowy z korzyścią dla konsumenta.

 

Jeśli te warunki nie są spełnione, umowa jest nieważna, chyba że konsument zgodzi się na utrzymanie niedozwolonego postanowienia.

 

Podsumowując, sądowe uzupełnianie luk po usunięciu niedozwolonych postanowień umownych nie jest dopuszczalne. Teoretycznie istnieje możliwość zastąpienia takich postanowień przepisem dyspozytywnym, ale tylko wtedy, gdy bez nich umowa nie mogłaby dalej obowiązywać, a jej unieważnienie wiązałoby się z poważnymi konsekwencjami dla konsumenta. Takie rozwiązanie ma na celu przede wszystkim ochronę konsumenta, jednak stosuje się je wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach, przy spełnieniu ściśle określonych przesłanek.

Banki wiedziały o problemie frankowym już w 2005 r.

26-07-2024 Autor posta:

W przestrzeni medialnej zbyt dużo się mówi o tym, co powinni wiedzieć kredytobiorcy frankowi, natomiast w ogóle nie mówi się o tym, co mogły i co wiedziały polskie banki, gdy wprowadzały ten produkt na rynek na początku XXI w. Odpowiedzi na to pytanie dostarcza nam jednak „Biała księga kredytów frankowych w Polsce”, która została opublikowana w marcu 2015 r. przez Związek Banków Polskich (ZBP). Co ciekawe, zasadniczym celem raportu ZBP było zdjęcie z siebie odpowiedzialności za kryzys związany udzielaniem kredytów frankowych poprzez przedstawienie działań Związku na przestrzeni lat i przerzucenie odpowiedzialności na kredytobiorców. ZBP ujawnił jednak w Białej księdze przy okazji korespondencję oraz notatki ze spotkań, jakie prowadził z polskimi bankami w 2005 r. na temat kredytów frankowych.

 

Uważna lektura ujawnionej korespondencji z 2005 r. pozwoliła odkryć kilka zaskakujących faktów:

1) ZBP i wszystkie banki zdawały sobie sprawę z zagrożeń, jakie niosą kredyty frankowe dla konsumentów.

2) Niektóre banki wyrażały przekonanie, że poinformowanie kredytobiorców o ryzyku walutowym jest niewystarczające dla zrozumienia zagrożenia (Santander Consumer PTF Bank SA, PKO Bank Polski SA).

3) Większość banków opowiadało się za całkowitym zakazem udzielania kredytów walutowych (Bank BPH SA, Bank PEKAO SA, PKO Bank Polski SA, Bank Zachodni WBK SA, BRE Bank SA).

4) Niektóre banki opowiadały się za tymczasowym umożliwieniem zaciągania kredytów walutowych przez osoby zarabiające w danej walucie (Bank PEKAO SA, PKO Bank Polski SA, Bank Zachodni WBK SA).

5) ZBP oraz banki wyrażały obawę o możliwe nadszarpnięcie reputacji sektora bankowego w związku z kredytami frankowymi (Bank BPH SA, Bank BGŻ SA, Bank Zachodni WBK SA.

6) Niektóre banki opowiadały się za zaostrzeniem zasad oceny zdolności kredytowej w odniesieniu do kredytów walutowych (Bank Polskiej Spółdzielczości, PKO Bank Polski SA).

7) ZBP i niektóre banki wyrażały obawę co do odsetka kredytów walutowych w portfelu wierzytelności sektora bankowego (Bank BPH SA, Bank BGŻ SA, Bank Millennium SA).

8) Niektóre banki wskazywały na tzw. ryzyko misselingu, tj. proponowanie konsumentom produktów finansowych, które nie odpowiadają ich potrzebom (m.in. Bank Zachodni WBK SA).

 

Skoro zatem banki już w 2005 r. były świadome zagrożenia, w większości opowiadały się za samoograniczeniem się i nałożeniem zakazów na samych siebie, to co sprawiło, że ten niebezpieczny produkt nie został wycofany z rynku (uczynił to jedynie powiązany z włoskim UniCredit, Bank PEKAO SA)? Konkurencja. To poczucie zagrożenia ze strony konkurencji stanowi klucz do zrozumienia polityki banków w 2005 r., a nie altruistyczna troska o dobro klienta. Na s. 4 „Notatki ze spotkania zespołu roboczego w sprawie stanowiska banków w zakresie ograniczenia udzielania kredytów na cele mieszkaniowe w walutach wymienialnych dla klientów indywidualnych” można natknąć się na następujące zdanie: „Należy jednak podkreślić, iż zdaniem przedstawicieli banków w celu zapewnienia tych samych warunków konkurencyjnych niezbędne jest objęcie zakazem także oddziałów instytucji kredytowych działających na terenie Polski, które nie podlegają jurysdykcji prawa polskiego oraz pośredników i instytucji finansowych (np. SKOK) nie podlegających regulacjom nadzoru bankowego”.

 

Banki stanęły przed takim oto dylematem: albo pozbawić się przewagi komparatywnej nad konkurencją i usunąć z oferty niebezpieczny produkt, albo ryzykować przyszłym skandalem, krachem na rynku kredytów walutowych i wypłatą odszkodowań. Banki obawiały się konkurencji zarówno zewnętrznej jak i wewnętrznej. Wychodziły z założenia, że w ich miejsce z ofertami kredytów frankowych wejdą banki zagraniczne oraz instytucje finansowe takie jak SKOK. O ile większe banki były jeszcze w stanie zaakceptować taką ewentualność, gdyż miały wypracowaną pozycję na rynku, o tyle banki mniejsze w kredytach walutowych widziały szansę, z której rezygnować nie zamierzały. Przyszłe ewentualne przegrane procesy sądowe można przecież sfinansować ze środków, jakie się pozyskało po uzyskaniu stanowiska potentata na rynku.

 

Niezależnie zatem od problematyki stricte prawnej kredytów frankowych, która polega na narzuceniu przez banki niedozwolonych klauzul umownych (tj. klauzul przeliczeniowych), to okazało się jeszcze, że banki wiedziały, że tego typu hipoteczne kredyty walutowe są zbyt ryzykowne i niedostosowane do potrzeb konsumentów, a więc w praktyce gospodarstw domowych. Banki wiedziały, że eksperymenty z kredytami indeksowanymi do waluty obcej w innych krajach, takich jak np. w Australii (afera Westpac) czy we Włoszech zakończyły się w przeszłości katastrofą. I mając tę wiedzę, świadomie wprowadziły ten produkt na rynek usług finansowy.

 

W obliczu powyższych faktów staje się jasne, że problem kredytów frankowych w Polsce nie jest wyłącznie wynikiem niewiedzy czy naiwności kredytobiorców, ale także świadomego działania sektora bankowego, który ignorował ostrzeżenia i ryzyka. Polskie banki, mimo iż miały pełną świadomość zagrożeń związanych z kredytami walutowymi, zdecydowały się kontynuować ich oferowanie z obawy przed utratą konkurencyjności. To kompromis między chęcią zysku a odpowiedzialnością za klienta doprowadził do obecnej sytuacji, w której kredytobiorcy frankowi stali się ofiarami nie tylko globalnych trendów, ale przede wszystkim błędów i zaniedbań sektora bankowego. Wiedza o wcześniejszych katastrofach finansowych w innych krajach, takich jak Australia czy Włochy, została zignorowana, co podkreśla brak troski o rzeczywiste bezpieczeństwo klientów. W kontekście tych odkryć, odpowiedzialność za kryzys związany z kredytami frankowymi powinna być rozliczana nie tylko na poziomie indywidualnych umów, ale przede wszystkim na poziomie systemowym, uwzględniając odpowiedzialność instytucji finansowych, które świadomie podjęły decyzję o wprowadzeniu ryzykownego produktu na rynek.

Kryzys gospodarczy 2008 r. a problem kredytów frankowych

26-07-2024 Autor posta:

W 2001 r. na nowojorskiej giełdzie pękła bańka spekulacyjna spółek technologicznych („dot-com bubble”). Stany Zjednoczone stanęły na krawędzi recesji, panowała wysoka inflacja i w związku z tym relatywnie wysokie stopy procentowe (6,5%), a jednocześnie administracja G. W. Busha po ataku na WTC potrzebowała poparcia społecznego na wojnę z Al-Kaidą. Gospodarkę pobudzić miał plan obniżenia stóp procentowych (stopniowo do 1%) w celu realizacji jednej z obietnic wyborczych, iż każdy ma prawo do swojego mieszkania. Udzielano zatem „kredytów subprime” (wysokiego ryzyka) dla osób, które skrótowo w historii nazwano „NINJA” („No Income, No Job or Assets”, czyli bez dochodów, bez pracy, bez aktywów).

 

Zbiegło się w to w czasie (co zresztą jest naturalną koleją rzeczy w takich warunkach) z boomem na rynku nieruchomości. Doszło zatem do sytuacji, że kredyty otrzymywały osoby, które nie były w stanie ich spłacić, w dodatku na przesadnie wycenione nieruchomości. Banki problem lekceważyły, gdyż niespłacone kredyty umieszczały w „paczki”, tworząc z nich instrumenty finansowe, skupowane przez fundusze sekurytyzacyjne. Wraz ze wzrostem liczby niespłaconych kredytów, rynek zaczął wyceniać obligacje sekurytyzacyjne jako bezwartościowe. To spowodowało, że banki amerykańskie stały się niewypłacalne. Najgłośniejszą upadłością z tego okresu była banku Lehman Brothers, banku o 150-letniej historii. Zagroziło to upadkiem całego amerykańskiego systemu monetarnego. Oceniono, że banki są „zbyt wielkie, żeby upaść”. FED (amer. bank centralny), bez żadnej kontroli ani aprobaty rządu USA, podjął zatem decyzję o przyznaniu 16 bln USD (równowartość ówczesnego rocznego PKB USA) największym bankom z USA, Europy i Japonii, co na jaw wyszło dopiero w trakcie przesłuchań przed Kongresem w 2010 r.

 

Równolegle w Europie utworzono strefę euro, wspólny blok monetarny. Nowa waluta zniosła stare waluty, ale nie zniosła odmiennych mentalności i różnic w kulturze zarządzania. Kraje północy Europy od dekad prowadziły ostrożną politykę monetarną, wobec czego cieszyły się niskimi stopami procentowymi i silną walutą. Obywatele krajów z południa Europy (Grecja, Hiszpania, Włochy, Portugalia), przyzwyczajone z kolei były do słabej waluty i wysokich, nawet kilkunastoprocentowych stóp procentowych. W tych krajach uprzednio, aby zakupić nieruchomość lub samochód, oszczędzano i gromadzono kapitał, co zmniejszało popyt na nieruchomości i były one przez to tańsze. Unifikacja walutowa sprawiła, że w krótkim czasie zaproponowano krajom Południa „tani pieniądz”, czyli oprocentowanie kredytów dużo niższe, aniżeli byli do tego przyzwyczajone. Zaciągano zatem masowo kredyty hipoteczne wyjściowo o niskiej stopie procentowej, coraz wyższej marży bankowej (wzrastający popyt) na nieruchomości, których wartość się w krótkim czasie podwoiła (wzrost popytu). W dodatku banki udzielały kredytów osobom o niskiej zdolności kredytowej. Ten stan rzeczy nie mógł długo się utrzymywać. Wraz ze wzrostem stóp procentowych, spadły również ceny nieruchomości, a marże pozostały te same. Skutkowało to niewypłacalnością kredytobiorców na masową skalę i brakiem możliwości pełnego zaspokojenia się banków z nieruchomości. Na domiar złego zjawisku temu towarzyszyło zadłużanie się państw Południa na realizację pakietów socjalnych. Z czasem stało się jasne, że zadłużenie jest zbyt duże, żeby mogło być spłacone. I to uderzało również w banki francuskie i niemieckie, które były wierzycielami. W takiej sytuacji są dwie możliwości: 1) pozwolić niewypłacalnym upaść, co oznacza krótką, lecz intensywną recesję; albo 2) zdewaluować dług poprzez wywołanie inflacji (ukryty podatek, który zapłacą wszyscy), czyli zapłatę długu przez dodrukowany pieniądz. Niemcy i Europejski Bank Centralny zdecydowały się na to drugie rozwiązanie, lecz to pociągnąć musiało za sobą osłabienie euro i koniec marzeń o silnej walucie. Niemniej widmo upadku strefy euro i powrotu do krajowych walut jawiło się na horyzoncie.

 

Osłabienie euro a wzmocnienie franka. Kryzys dotyczył nie tylko USA czy Unii Europejskiej, ale również Japonii, która przeżywała recesję oraz Chin, gdzie zaczęła pękać bańka na rynku nieruchomości. Kapitał inwestorów oraz spekulantów poszukiwał zatem miejsca do bezpiecznego ulokowania, którym okazał się frank szwajcarski, określana wówczas jako waluta „safe haven” („bezpieczna przystań”) z uwagi na swą „stabilność”. Kapitał rozpoczął też migrację z „emerging markets” („rynki wschodzące”), takich jak Polska, z uwagi na wysoką chwiejność. Dodać do tego należy udzielanie kredytów denominowanych/indeksowanych do franka w Europie Środkowo-Wschodniej. Wszystko to wpłynęło na skokowy wzrost zapotrzebowania na CHF, a tym samym wzrost jego wartości. Wzmocnienie franka uderzało jednak w dwie grupy interesów: szwajcarskich przedsiębiorców-eksporterów (zbyt silna waluta rodzima uderza w zyski z eksportu) oraz banków centralnych innych państw. Po fali nacisków SNB (Szwajcarski Bank Narodowy) podjął w 2011 r. decyzję o powiązaniu kursu franka z kursem euro w relacji 0,83 CHF/EUR, czyli 1,2 EUR/CHF i rozpoczął masowy dodruk CHF. Dodatkowo określił negatywne stopy procentowe na poziomie -0,75% (tj. banki kazały sobie płacić za trzymanie u nich waluty). Wszystko to celem osłabienia własnej waluty. Sytuacja uległa diametralnej zmianie dnia 15 stycznia 2015 r., który zapisał się w historii jako „czarny czwartek”, słynny „frankogeddon”, czyli dzień, w którym SNB bez wcześniejszej zapowiedzi uwolnił kurs franka w stosunku do euro. Ta jedna informacja wystarczyła, żeby tego dnia, w ciągu ok. 2h, między 8.00 a 10.00, frank poszybował o kilkadziesiąt procent w górę (z 3,55 zł do 4,28 zł) i by dług kredytobiorców frankowych wzrósł o kilkaset tysięcy złotych.

 

Podsumowując, kryzys finansowy z początku XXI wieku ukazał złożoność globalnych powiązań ekonomicznych i skutki podejmowania ryzykownych decyzji finansowych. Zarówno w USA, jak i Europie, błędne strategie kredytowe oraz brak odpowiednich regulacji ze strony sektora bankowego doprowadziły do poważnych załamań rynkowych. Było to w dużej mierze wynikiem działań banków, które często lekceważyły zasady odpowiedzialnego zarządzania ryzykiem w pogoni za zyskami. Polski rynek nie był odporny na te zawirowania, a kredytobiorcy frankowi stali się ofiarami sytuacji, na którą nie mieli wpływu.

Historia kredytów frankowych

20-06-2024 Autor posta:

MłotekW latach 70-tych XX wieku w Australii rozpoczęły się procesy deregulacyjne i ograniczania nadzoru sektora bankowego. W 1983 r. wprowadzono w Australii płynny system kursu walutowego. Obce waluty swobodnie zmieniały swoją wartość do dolara australijskiego (AUD). W tym czasie kraj ten walczył z wysoką inflacją, toteż stopa referencyjna kredytów wynosiła ponad 10%, a momentami nawet ponad 20%, co oznacza, że kredyty były drogie. W tej sytuacji wiodące australijskie banki (m.in. Westpac, Commonwealth Bank i NAB) zaoferowały klientom niżej oprocentowane kredyty rozliczane w yenie, dolarze amerykańskim i franku szwajcarskim. Skala tych kredytów nie była wielka (do 5000 umów). Decydowały się na nie głównie osoby, które nie posiadały zdolności kredytowej w rodzimej walucie. Tymczasem w latach 1985-1987 AUD gwałtownie stracił na wartości z uwagi na problemy gospodarcze Australii i spadek cen surowców, na których oparty jest budżet tego kraju. Raty kredytów walutowych niepomiernie wzrosły. Sprawy tych kredytów trafiły przed australijskie sądy, które z początku przyznawały rację bankom.

 

Sytuacja uległa zmianie wraz z wybuchem afery Westpac letters w 1991 r. Ujawniono wówczas dwa listy (datowane na 24.11.1987 r. oraz 11.12.1987 r.) pomiędzy prawnikiem a jednym z managerów banku Westpac, z których wynikało, że bank i spółki z nim powiązane kapitałowo (Partnership Pacific Ltd) miały świadomość, że oferowane klientom kredyty walutowe są dla nich niekorzystne, lecz w ramach polityki informacyjnej to ukrywały i analizowały, w jaki sposób się zabezpieczyć ekonomicznie i prawnie. Wskutek afery zmieniła się linia orzecznicza australijskich sądów, które zaczęły kwestionować legalność zawartych kredytów walutowych. Nie wprowadzono zmian legislacyjnych z uwagi na małą skalę zjawiska (do 5000 umów), lecz skandal mocno nadszarpnął reputacją sektora bankowego. Obecnie AUD jest walutą stabilną, silną i jedną z najpopularniejszych na świecie.

 

Włochy. Na przełomie lat 80. i 90. we Włoszech stopa procentowa wynosiła od 12% do 14%, podczas gdy w Niemczech 2,5%-6%, a w Szwajcarii nawet jeszcze mniej. Włoskie banki umożliwiły zatem kredyty walutowe do marki niemieckiej i franka szwajcarskiego, dzięki czemu w latach 1988-1981 liczba tego typu kredytów wzrosła trzykrotnie. W 1992 r. nastąpił jednak kryzys walutowy w Europie („kryzys drugiej generacji”), co spowodowało istotną dewaluację lira włoskiego do franka szwajcarskiego oraz marki niem. Oznaczało to katastrofę finansową wielu włoskich firm oraz gospodarstw domowych. Włosi stracili całkowicie zaufanie do kredytów walutowych, a banki z udziałem włoskiego kapitału przestały je udzielać (o czym szerzej w dalszej części). Następnie Włochy przystąpiły do strefy euro (w 1999 r. transakcje bezgotówkowe, 2002 r. transakcje gotówkowe).

   

Austria. Z racji sąsiedztwa ze Szwajcarią, odsetek kredytów walutowych w CHF był najwyższy (obok Węgier) w Europie. Austriaków motywowało ku temu niższe oprocentowanie kredytu w CHF względem szylinga. Kredyty były zawierane nie tylko na zakup nieruchomości, ale również na rozwój przedsiębiorstwa, zakup samochodu czy nawet sprzętu AGD. Kredytobiorcy również odczuli negatywne skutki wzrostu wartości CHF, ale one złagodzone z kilku powodów: możliwość dojeżdżania do Szwajcarii i zarabiania w CHF, co zwłaszcza w kantonach sąsiadujących było powszechnym zjawiskiem; wstąpienie Austrii do strefy euro w 2002 r.; początkowa siła euro oraz sztywne powiązanie kursu CHF do euro aż do 2015 r.; bardziej rygorystyczne obowiązki informacyjne nałożone przez Austriacki Bank Centralny (ONB) i Austriacki Nadzór Finansowy (FMA) na banki austriackie. Pomimo tych wszystkich okoliczności 10 października 2008 r. FMA wydał rekomendację zakazującą udzielania kredytów w walucie obcej. Przed aust. Sądami również zawisła znaczna liczba spraw dotyczących „kredytów frankowych”, gdzie główną oś sporu stanowi naruszenie obowiązków informacyjnych o ryzyku kursowym.

 

Europa wschodnia. Boom na kredyty frankowe w tym samym czasie, co w Polsce, wybuchł również na Węgrzech, w Chorwacji, Rumunii czy Bułgarii. Powody wszędzie były podobne: niższe oprocentowanie kredytów w CHF, wiara w stabilność tej waluty oraz optymistyczne prognozy co do przyszłego wstąpienia do strefy euro, której to waluta zastąpiłaby słabszą, rodzimą. Wraz z aprecjacją CHF, konsumenci popadli w trudności finansowe i nie byli zdolni spłacić kredytów. W 2013 Chorwacji bank centralny nałożył na banki rygorystyczne obowiązki informacyjne co do ryzyka kursowego; w 2015 r. pomimo sprzeciwu Narodowego Banku Chorwacji weszła w życie ustawa o przekonwertowaniu kredytów w CHF na EUR. Koszt przewalutowania, wynoszący 1 mld euro (równowartość dwuletniego zysku banków), został w całości przerzucony na banki, co z kolei zainicjowało dalsze spory sądowe i skargi konstytucyjne. W Rumunii w 2016 r. przyjęto ustawę o przewalutowaniu kredytów w CHF na RON (lej rumuński). W 2017 r. Trybunał Konstytucyjny Rumunii uznał tę ustawę za sprzeczną z konstytucją tego kraju. Uprzednio niektóre rumuńskie banki dobrowolnie zaproponowały konsumentom zmniejszenie zadłużenia jak np. Volksbank Romania, który przekształcił kredyty hipoteczne w CHF na RON lub EUR oraz umorzył dług o 22,50%. Na Węgrzech w 2010 r. Országház przegłosował ustawę zakazującą udzielania mieszkaniowych kredytów mieszkaniowych. Wprawdzie w 2011 r. parlament węgierski wycofał się z tej ustawy, lecz nałożył na banki szereg restrykcji, mających na celu zniechęcenie do zawierania takich umów. W 2014 r. wymuszono na bankach regulacje, które de facto redukowały zadłużenie (nakaz zwrotu kwot, wynikających ze skumulowanego podwyższonego oprocentowania i stosowania podwójnego kursu CHF). Z kolei 1 stycznia 2015 r. weszła w życie ustawa, która automatycznie przewalutowała kredyty mieszkaniowe udzielone w CHF, EUR oraz JPY na forinty (HUF) przy ustaleniu kursu konwersji na dzień 7 listopada 2014 r. (dla umiejscowienia w czasie: słynny „czarny czwartek”, „frankogeddon” nastąpił 15 stycznia 2015 r.).

 

Kraje strefy euro. Te kraje problem walutowych kredytów mieszkaniowych po 2002 r. dotyczył w mniejszym stopniu, aniżeli kraje Europy Środkowo-Wschodniej, do których wraz z perspektywą przystąpienia do Unii Europejskiej zaczął przypływać kapitał spekulacyjny. Ponadto waluta euro była silna, stabilna, kredyty nisko oprocentowane, zatem nie było aż tak wielkich zachęt do zaciągania kredytu w CHF, choć z wcześniej opisanych przyczyn było to popularne w Austrii czy w mniejszym stopniu w Niemczech. Euro było na tyle silne, że Irak zadeklarował rozliczanie swych kontraktów paliwowych w europejskiej walucie. Stanowiłoby to przełamanie monopolu USA, które w 1974 r. zawarły z Arabią Saudyjską porozumienie o rozliczaniu wszelkich kontraktów naftowych w dolarze w zamian za ochronę przed Izraelem. Pozwoliło to utrzymać status dolara jako waluty światowej (wartość rynku ropy naftowej jest dwukrotnie wyższa od łącznej wartości rynku wszystkich metali szlachetnych), trwający od traktatu w Bretton Woods w 1944 r., pomimo odejścia przez administrację Nixona w 1971 r. od standardu złota (czytaj: technicznego bankructwa USA). A to z kolei pozwala utrzymać władzę USA nad dodrukiem własnej waluty przy ponoszeniu kosztów tego zabiegu przez resztę świata (bo przecież i tak będzie na nią zbyt). Konsekwencją była zatem wojna w Iraku w 2003 r., kontestowana przez Berlin oraz Paryż, głównych beneficjentów strefy euro, niedoszłej waluty światowej.

 

Analizując różnorodne doświadczenia Australii, Włoch, Austrii, Europy Wschodniej, oraz krajów strefy euro, widzimy, jak globalna polityka finansowa i działania sektora bankowego mogą mieć daleko idące konsekwencje. W wielu przypadkach kredytobiorcy stali się ofiarami systemowych niedociągnięć i chciwości banków, które nie zawsze dostatecznie informowały swoich klientów o potencjalnych zagrożeniach związanych z kredytami walutowymi. W szczególności w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce, kredytobiorcy frankowi padli ofiarą nie z własnej winy, lecz wskutek nieodpowiedzialnych działań instytucji finansowych. Wnioski z tych kryzysów są dla nas przestrogą, pokazując, jak ważne jest wzmocnienie regulacji i zwiększenie przejrzystości w sektorze bankowym, aby chronić konsumentów i zapewnić stabilność gospodarczą na przyszłość.

pawelmasiak.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.